• Przygotowania do Niedzieli Palmowej
  • Bazylika św. Piotra

O tym, jak liguryjskie palmy zagościły w Watykanie

Na jednej ze ścian Palazzo degli Uffici w dzielnicy EUR zobaczyłam piękny, marmurowy fryz z 1939 roku autorstwa Publio Morbiducciego, przedstawiający najważniejsze wydarzenia z dziejów Rzymu poprzez zabytki.  Rzucił mi się w oczy ten znany całemu światu obelisk zdobiący dziś Plac św. Piotra, a w zasadzie moment jego podnoszenia, bo w tym dniu na placu panowała grobowa cisza, jakiej nigdy przedtem nie doświadczono.

 

Podnoszenie obelisku na Placu św. Piotra : Publio Morbiducci

 

10 września 1586 roku, tłum wiernych i gapiów oczekuje punktu kulminacyjnego prac, które trwały już od czterech miesięcy. Domenico Fontanie – architektowi kierującemu tą delikatną operacją podnoszenia obelisku przywiezionego z Egiptu przez cesarza Kaligulę też nie jest do śmiechu. Wszak jego przyszłość i kariera zależy od tego nieszczęsnego obelisku. No i ten zawzięty papież Sykstus V, (il papa tosto), dobrze płaci, ale ledwie zasiadł na Stolicy Piotrowej, już porządkuje cały Rzym. Dlaczego tak bardzo zależy mu na tym blisko 26-metrowym kawałku? A jeśli się nie uda, trzeba będzie uciekać, bo inaczej zginę, na wszelki wypadek umieściłem konie w bramach watykańskich.

 

Biada temu, kto wypowie choć jedno słowo. Papież zapowiedział karę śmierci. Stąd ta cisza. I już machina ruszyła. 900 robotników, 140 koni, 44 kołowrotów, 350 ton do podniesienia. Ale w pewnym momencie liny podtrzymujące obelisk są tak napięte i rozgrzane, że lada moment pękną. Już widać nadchodzącą katastrofę. I wtedy z głębi placu padają te słowa wypowiedziane w dialekcie liguryjskim: Aiga ae corde – acqua alle corde, czyli polejcie sznury wodą. Kto ośmielił się złamać papieski? To kapitan Benedetto Bresca, z miasteczka Bordighera (niektórzy twierdzą, że z San Remo). Doświadczony marynarz, wie, co mówi, wie, ze liny wykonane z konopi, zmoczone zimną wodą, chłodzą się, unikając w ten sposób postrzępienia włókien, a w konsekwencji pęknięcia. I tak kapitan ratuje chyba najtrudniejszą technicznie operację w Watykanie. Obelisk zostaje postawiony ku uciesze papieża. Cieszy się również Domenico Fontana (wkrótce podniesie jeszcze dwa inne obeliski: na Lateranie i przed Bazyliką Santa Maria Maggiore).

 

A co z karą śmierci, wszak kapitan złamał papieski zakaz?

 

Papież jest w doskonałym humorze, spełniło się jego marzenie. Nie tylko uchyla swój zakaz, dziękuje osobiście kapitanowi i każe mu wybrać sobie nagrodę. Kapitan Bresca jest skromny i ku zaskoczeniu papieża prosi go jedynie o dożywotni przywilej dla siebie i swoich potomków dostarczania papieżowi palm na Niedzielę Palmową.

 

I tak co roku, od wieków dwa miasteczka liguryjskie San Remo & Bordighera wysyłają do Watykanu tysiące palm na uroczystość Niedzieli Palmowej. W tym roku ponad 2000 tysiące kompozycji, w tym 100 palm około metrowej wysokości zostanie podarowanych kardynałom, a ta największa i najpiękniejsza  z palm – samemu papieżowi Franciszkowi.

 

Parmureli  – bo tak nazywają się te palmy – są wyjątkowe, mają niespotykany, jasny kolor, momentami przypominający kość słoniową. I od wieków wyplata się je ręcznie – trzy liście palmowe tworzące kompozycję symbolizują Trójcę Świętą.

 

A w tym roku po raz pierwszy palmy wyruszą też do Pragi. Zamówił je kościół Matki Bożej Zwycięskiej (tam, gdzie znajduje się cudowna figurka Dzieciątka Jezus).

 

Co roku Plac św. Piotra zdobią również drzewka oliwne, a wierni w rzymskich kościołach także trzymają gałązki oliwne, które później zabierają do domów. W tym roku, podobnie jak rok temu podarowała je Watykanowi Apulia – ziemia pokoju (przynajmniej tak się reklamuje).

 

I wreszcie sama Niedziela Palmowa – 29 marca 2015. 

 

 

 

Zwiastowanie w kościele Santa Maria sopra Minerva

Artysta florencki i artysta rzymski. Ten sam kościół, ten sam temat (zresztą bardzo popularny w ikonografii chrześcijańskiej), niewielka rozpiętość czasowa. Pojedynek? Skądże, raczej dwa mistrzowskie wykonania, choć na pierwszy rzut oka wiele szczegółów jest podobnych.

 

Filippino Lippi – florentyńczyk i Antoniazzo Romano – rzymianin pozostawili w dominikańskim kościele Santa Maria sopra Minerva (tuż przy Panteonie) dwie kaplice ozdobione sceną Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Lippi wykonał ją dla kardynała Carafy, Romano dla kardynała Torquemady.

Santa Maria sopra Minerva – Kaplica Carafa

Oliviero Carafa (1430-1511) – dominikanin, błyskotliwy umysł. Ma 28 lat, kiedy zostaje arcybiskupem Neapolu, 9 lat później jest już kardynałem. Dyplomata, a w 1472 roku również dowódca floty papieża Sykstusa IV w wyprawie przeciwko Turkom.

Latem 1488 roku kardynał Olivero Carafa udaje się do Florencji na dwór Wawrzyńca Wspaniałego. Ten poleca mu znanego już wówczas malarza Filippino Lippiego. Kardynał podpisuje kontrakt z Lippim na wykonanie kaplicy rodu Carafa. Nie wiemy, czy podział urok samego Wawrzyńca, czy renoma artysty, czy może był to sprytnie rozegrany akt pojednania z Medyceuszami, bo nieprzychylny Wawrzyńcowi papież Sykstus IV już nie żył.

(Medyceusze walczyli o wpływy w Kurii Rzymskiej, ale papież Sykstus IV faworyzował swoich siostrzeńców, a zwłaszcza Girolamo Riario, który naciskał na zakup terenów pomiędzy Imolą a Faenzą (a oba miasteczka były własnością Medyceuszy). To przelało czarę goryczy i Medyceusze odmówili papieżowi pożyczki. Ale z radością udzieliła jej papieżowi rodzina Pazzich – odwieczni wrogowie Medyceuszów. Konflikt pomiędzy dwoma starymi bankierskimi rodami z Florencji eskalował, aż doszło do tragicznego finału – spisku rodu Pazzich, którzy zaatakowali Wawrzyńca i jego brata Juliana podczas mszy w katedrze florenckiej Santa Maria del Fiore 26 kwietnia 1478 roku, Julian zginął, Wawrzyniec ledwie uszedł z życiem, zainteresowanym polecam tę stronę).

Kaplica Carafa została ukończona przed 25 marca 1493 roku, kiedy to papież Aleksander VI uroczyście odprawił w niej mszę w uroczystość Zwiastowania.

Filippo Lippi – Zwiastowanie

Scena w centrum ołtarza głównego kaplicy (zamknięta w łuku) przedstawia zakłopotaną Maryję, niezdecydowaną, kogo słuchać. Można zapytać, czy to dobry moment na obwieszczenie decyzji? Z jednej strony Archanioł Gabriel z lilią, który zwiastuje Maryi szczęśliwą nowinę. Po drugiej stronie blady jak ściana św. Tomasz z Akwinu – dominikanin i daleki przodek kardynała Carafy usiłuje przedstawić Maryi klęczącego kardynała. Kto ma pierwszeństwo? Jednak Anioł, wielu krytyków sztuki podkreśla, że choć kardynał i Anioł znajdują się na tym samym poziomie, to jednak Archanioł Gabriel podąża w kierunku Maryi, to jego obie stopy są w ruchu. To, co boskie, jest ważniejsze od tego, co ziemskie, bo nawet gołębica – symbol Ducha Świętego ponad głową Anioła i promienie słoneczne wpadające do pomieszczenia są odseparowane łukiem od pokoju kardynalskiego.

Z kolei inny dominikanin, kardynał hiszpański Juan de Torquemada (1388-1468) – wuj słynnego inkwizytora Tomasza Torquemady przewodniczył bractwu Annunziata, które wspierało biedne dziewczynki, organizując im pomoc finansową, aby dzięki tym pieniądzom mogły znaleźć męża, a nie skończyć jako prostytutki. To właśnie bractwo już po śmierci Torquemady zamówiło dekoracje w swojej kaplicy – Kaplicy Zwiastowania u Antoniazzo Romano. Antonio Aquili zwany Antoniazzo Romano, pictor urbis, malarz miejski był ulubieńcem elity rzymskiej i tej z Lacjum, dyplomacji hiszpańskiej i różnych bractw, stąd zrozumiały wybór.

Malarza wspierał również sam papież Aleksander VI, który już myślał o promocji zbliżającego się Roku Świętego 1500. Prace trwały od grudnia 1499 do marca 1500 roku.

Zwiastowanie namalowane przez Antoniazzo Romano jest przepiękne i wyrafinowane. Nie chodzi tylko o złoto w tle, lecz arcyciekawą scenę i zachowanie Maryi. Otóż Maryja nie jest zainteresowana obecnością Archanioła Gabriela, który ma jej obwieścić cudowna nowinę. Maryja pracuje, jest pewna siebie, przekazuje sakiewkę pełną pieniędzy jednej z biednych dziewczynek przedstawionych jej przez kardynała Juana de Torquemadę. Dziewczynki prezentują się w bieli, Torquemada w szatach dominikańskich, choć spod nich wystaje czerwony pas kardynalski. 

Zwiastowanie – Antoniazzo Romano

Ale patrząc na proporcje tego obrazu: wysoką postać Anioła z uniesionym palcem, jakby przywoływał nim Maryję, a malutkie postaci klęczących oraz gołębicę podążającą w kierunku Matki Boskiej, nietrudno zrozumieć, że posłuszeństwo Bogu musi ustąpić posłudze ludzkiej. 

Apoteoza kobiecości – Galleria Sciarra

posted in: Perły Rzymu | 4

Galleria Sciarra – jest mała, lecz oszałamia swym pięknem. Nieznana nawet miejscowym, choć znajduje się dwa kroki od najsłynniejszej rzymskiej fontanny. To perła Art Nouveau czy jak kto woli Liberty (włoska odmiana Art Nouveau) i wspaniały hymn na cześć kobiecości.

Galleria Sciarra – bo o niej mowa – narodziła się jako dziedziniec wewnętrzny Pałacu Sciarra Colonna di Carbognano. Kiedy Rzym został stolicą zjednoczonych Włoch, potrzebował świeżego oddechu. Po pierwsze musiał przyjąć ponad pół miliona nowych mieszkańców – głównie klasy rządzącej. Budowało się wiele w tych latach. Również jego dotychczasowi mieszkańcy zapragnęli odświeżyć swoje pałace w duchu nowej epoki. Wiele z nich stało się salonami intelektualnymi miasta, a Palazzo Sciarra i dołączona do niego Galleria Sciarra z pewnością błyszczały pod koniec XIX wieku. Książę Maffeo Ducoli Sciarra powierzył prace dwóm wspaniałym osobom: architektowi Giulio de Angelis, o którym mówiło się: najbardziej niespokojny, intrygujący, dociekliwy i odważny ze wszystkich architektów tuż po zjednoczeniu Włoch (oprócz Galerii Sciarra zaprojektował il Teatro Quirino, il Palazzo Rinascente – pierwszy nowoczesny dom handlowy w stolicy przy Via del Corso – dziś przylega do Galerii Alberto Sordi) oraz malarzowi Giuseppe Celliniemu

Budynek powstał w 1885 roku , freski w latach 1886-1888. Duet: de Angelis – Cellini stworzył jeden z najpiękniejszych obiektów Wiecznego Miasta, klejnot Art Nouveau, na szczęście nie zadeptany jeszcze przez turystów.

Początkowo Galleria Sciarra miała być centrum handlowym (mieściły się tu m.in. słynne sklepy Bocconi – przeniesione później do wspomnianego wcześniej Pałacu Rinascente), lecz szybko stała się siedzibą pisma kulturalnego ‘Cronaca Bizantina’ (‘Kronika Bizantyjska’), które należało do księcia Maffeo i którym kierował poeta Gabriele D’Annunzio.

Galeria była innowacyjna pod każdym względem. Pokryta szklaną kopułą, zbudowana przy użyciu nowych materiałów takich jak żelazo czy cement, pierwsza galeria dla pieszych.

W jej wnętrzu zwracają uwagę cztery jednakowe fasady, bardzo harmonijne, żadna się nie wyróżnia. Jakże to odmienne od tradycyjnych rzymskich pałaców, gdzie zazwyczaj dominowała główna fasada. Do tego biel i czerwień – hołd złożony Etruskom i Rzymianom. Czuć również ducha Bizancjum. Wyrafinowanie i klasa sama w sobie! 

Cellini namalował dwa rzędy kobiet na dwóch przeciwległych fasadach: w wyższym pasie – 12 personifikacji pożądanych cnót kobiety idealnej, w niższym 12 scen z życia kobiety w różnych fazach jej życia. To gloryfikacja kobiety końca XIX wieku. Podręcznik cnót, katalog zajęć, słowem całe spectrum życia typowej przedstawicielki burżuazji.

Kobieta jako narzeczona, panna młoda, matka i opiekunka ogniska domowego:

W niższym pasie scenki rodzajowe, wyżej personifikacje cnót:

od lewej: Uprzejma rozmowa i Dbałość o wygląd – kobieta powinna być uprzejma, życzliwa (La Benigna) oraz zachowywać się jak dama (La Signora). Tylko dlaczego pośród tych anielskich kobiet sportretowano Gabriele D’Annunzio – tego, który postrzegał kobietę jako niszczące piękno i pożeraczkę męskich serc?

w środku: Zaślubiny – jako żona kochająca  (L’Amabile) i wierna (La Fedele)

po prawej: Wychowanie dzieci – jako matka wyrozumiała (La Misericordia) i sprawiedliwa (La Giusta).

 

Kobieta w scenach z życia codziennego:

W niższym pasie scenki rodzajowe, wyżej personifikacje cnót:

od lewej: Pielęgnowanie ogrodu i Rozmowa – pewnie bardziej w rozmowie wstydliwa (La Pudica) i wstrzemięźliwa (La Sobria)

w środku: Obiad rodzinny – cierpliwa (La Paziente) i silna (La Forte)

po prawej:  Miłe spędzanie czasu na koncertach i Działalność charytatywna – pokorna (L’Umile) i rozważna (La Prudente).

Przy wejściu do galerii po obu stronach zobaczymy pozostałości szyldów sklepowych oraz herb rodzinny z inicjałami księcia MS – Maffeo Sciarra. Gdzieś na tarczy można również dostrzec inicjały matki księcia CCS – Carolina Colonna Sciarra.

Zatem, podążając w stronę Fontanny di Trevi odbijcie nieco z tradycyjnego szlaku, zwłaszcza z zadeptanej Via delle Muratte i wstąpcie tutaj. Jest cisza, latem przyjemny chłód i cień, często przygrywa jakiś młodzieniec. Podziwiajcie ten ukryty klejnot nie znany nawet samym mieszkańcom. A potem przez Piazzetta dell’Oratorio i Via dell’Umiltà pomknijcie w stronę Pałacu Prezydenckiego i Fontanny di Trevi.

Via Menghetti 9/10

Uwaga! Galleria Sciarra jest zamknięta w soboty i niedziele.

Most Czterech Głów

Okazuje się, że umiejętność pracy zespołowej była ceniona już od dawien dawna. Stare polskie przysłowie mówi: Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. A co dopiero, kiedy spotkają się cztery silne osobowości, w dodatku notorycznie kłócące się?

 

Przy wejściu na Most Fabrycjusza (Ponte Fabricio) – prowadzącym na Wyspę Tybrową (l’Isola Tiberina) od strony synagogi – witają nas po obu jego stronach dwa kamienne słupy z czterema głowami dookoła. Wiadomo, co dwie głowy, to nie jedna, ale cztery, a właściwie osiem? Cóż, historia jest smutna i pokazuje, do czego prowadzi pycha. Ale po kolei.

 

Most Czterech Głów

 

Otóż, kiedy na Stolicy Apostolskiej zasiadł papież Sykstus V (1585-1590) – znany jako papież urbanista, obiecał, że w ciągu pięciu lat zbuduje 5 dróg, 5 fontann i 5 mostów. U progu piątego roku pontyfikatu zlecił remont Mostu Fabrycjusza czterem najlepszym architektom miejskim. I to był jego wielki błąd. Rywalizacja, pycha i nienawiść między architektami doprowadziły bowiem do tragedii. Pod koniec prac papież pogratulował wykonawcom efektów pracy. A w nagrodę skazał wszystkich czterech na karę śmierci za mało chrześcijańskie zachowanie (od plotek huczał bowiem cały Rzym). Samemu papieżowi  również można pogratulować ‘iście chrześcijańskiej’ postawy (note bene zmarł w tym samym roku)! Według rzymskiej legendy architekci zostali ścięci w miejscu pracy. Na pamiątkę tego incydentu umieszczono na moście dwa kamienne slupy z czterema symbolicznymi głowami restauratorów. I odtąd ci, którzy nienawidzili się wzajemnie, muszą na zawsze dzielić te sama przestrzeń. Czyż to nie ironia losu?

 

A Rzymianie potocznie nazywają ten most Ponte Quattro Capi (Mostem Czterech Głów).

 

Most Czterech Głów

 

Ponte Fabricio (Most Fabrycjusza) jest najstarszym czynnym mostem rzymskim. Dużo starszy jest Ponte Milvio (Most Milvio – istniejący już około 207 p.n.e.) czy jeszcze starszy Ponte Sublicio znany już około 600 p.n.e.). Oba jednak przeszły gruntowne restauracje i w rezultacie to Ponte Fabricio  pozostał jedynym, który w ciągu 2000 lat utrzymał swoją oryginalną strukturę.

 

Ponte Fabricio

 

Most wybudował w 62 roku p.n.e. Lucio Fabricio – znany budowniczy dróg i mostów. Należy dodać, że w tym okresie mostów było niewiele, a wody Tybru często wzbierały, stąd budowa mostów była zajęciem nobilitującym, a ich budowniczy powszechnie szanowani. W 23 r. p.n.e. Tyber znowu wylał, niszcząc wspomniany wcześniej Ponte Sublicio. Ucierpiał nieco i Ponte Fabricio – odrestaurowany w 21 r. p.n.e. przez konsula Emilio Lepido (stąd inna nazwa mostu: Lapideo). Nazywano go też Pons Judaeorum (Mostem Żydowskim), z powodu sąsiedztwa społeczności żydowskiej.

 

Ponte Fabricio

 

 

Horacy wspominał, że Ponte Fabricio był ulubionym mostem samobójców, to stąd spektakularnie rzucali się w nurty Tybru.

 

Dziś to całkiem przyjemny most: 57 metrów długości, 5 metrów szerokości i z pewnością i most, jak i sama Wyspa Tybrowa są warte odwiedzin (i powrócimy tu jeszcze), choćby ze względu na fakt, iż w tutejszym klasztorze przebywał św. Wojciech – patron Polski (dziś kościół św. Bartłomieja, który przez wiele wieków przechowywał jego relikwie). Na wyspie działa też szpital bonifratrów (Ospedale Fatebenfratelli) – z bardzo dobrym oddziałem ginekologiczym oraz szpital żydowski przylegający do kościoła św. Bartłomieja.

 

 

Widok na Ponte Fabricio

 

 

 

 

 

 

Mimozami wiosna się zaczyna – Dzień Kobiet we Włoszech

posted in: Osobliwości rzymskie | 2

”Mimoza czyni ludzi szczęśliwymi. Zapach kwiatów mimozy przynosi radość i witalność. I gasi smutek” – to Cristina Caboni we wspaniałej książce ‘Il sentiero dei profumi’. Sekretny język kwiatów i perfum, a w tle niebanalna historia miłosna rozpięta między Florencją a Paryżem. 8 marca gałązką mimozy obdarowuje się włoskie kobiety, choć ponad 60 % z nich nie lubi ani tego kwiatu, ani samego zwyczaju.

Tuwim pisał: Mimozami jesień się zaczyna. A we Włoszech mimozami wiosna się zaczyna … To piękne drzewo przywiezione do Europy z Australii pod koniec XIX wieku zaczyna kwitnąć na żółto pod koniec lutego. Zimową szarzyznę zamienia w wiosenną radość.

Według Indian północnoamerykańskich kwiaty mimozy symbolizują siłę i kobiecość. I coś jest na rzeczy, ponieważ to kwiatem mimozy upamiętniono śmierć 129 pracownic firmy Cotton, które zginęły w pożarze fabryki w Nowym Jorku 8 Marca 1908 roku. Dodajmy, że wszystkie kobiety tejże fabryki ogłosiły wcześniej strajk, protestując przeciwko nieludzkim warunkom pracy.

W 1946 roku Związek Włoskich Kobiet (Unione Donne Italiane) wybrał mimozę jako kwiat najlepiej symbolizujący Dzień Kobiet (bo czerwone goździki zostały zarezerwowane wcześniej na obchody pierwszomajowe). Kwiaty te były niedrogie, a więc powszechnie dostępne, a poza tym rozkwitały w okolicach 8 marca.

Ciasto mimoza

W cukierniach można spotkać także ciasto mimoza – dostępne przez cały rok – to lekki tort biszkoptowy przełożony kremem i posypany kawałkami tego samego biszkoptu, tak, aby imitować drzewko obsypane kwiatami.

W przedszkolu śpiewaliśmy: Zapamiętaj sobie, dzisiaj jest Dzień Kobiet!

Cóż! Te kwiatki, śpiewy, ciasteczka i inne błyskotki niewiele znaczą, jeśli nie ma szacunku na co dzień.  

Życzę każdej kobiecie, aby czuła się Muzą przez 365 dni w roku, a nie tylko od wielkiego dzwonu: w domu, w pracy, w polityce, gdziekolwiek …

Madonna del Parto – opiekunka przyszłych mam

Któregoś dnia powitała mnie na drzwiach wejściowych różowa wstążeczka. To znak, że urodziła się komuś dziewczynka. W przypadku narodzin chłopczyka wiesza się niebieską wstążeczkę. Fiocchi nascita, czyli wstążeczki wieszane po to, by oznajmić sąsiadom narodziny dziecka, to sympatyczny zwyczaj, praktykowany w całych Włoszech. Dzieci rodzi się coraz mniej, więc cieszy każda mała istotka 🙂

 

Fiocco nascita

 

 

Rzymskie mamy mają jednak swoją opiekunkę, do której od początku XIX wieku pielgrzymują tłumnie w drugą niedzielę października (uroczysta msza zwykle odprawiana jest w samo południe). To Madonna del Parto (dosłownie Matka Boska Kobiet Rodzących, parto to po włosku poród) znajdująca się w przepięknej, spokojnej Bazylice św. Augustyna (Sant’Agostino) na dawnym Polu Marsowym, niedaleko Piazza Navona mieszczącej arcydzieło Caravaggia ‘Madonna Pielgrzymów’ (pierwsza kaplica po lewej stronie od wejścia).

 

To najbardziej czczona z rzymskich Madonn. Obsypana licznymi wotami dziękczynnymi.

 

Madonna del Parto
Madonna del Parto

 

Niegdyś ofiarowywano jej przedmioty drogocenne: zegarek, złoty łańcuszek, obrączkę czy brylant, co bardzo poirytowało znanego poetę rzymskiego G.G. Belli, który w wierszu z 1833 roku bez ogródek stwierdził mocno, może nawet za mocno, że wszystkie te cacka podarowane zarówno przez biednych jak i bogatych czynią z biednej Madonny nie Madonnę, ale putanę (k….)

Cuella povera Vergine der Parto
Nun è più una Madonna: è una puttana.

 

Dziś ściany kaplicy zdobią poduszeczki lub wstążeczki z imieniem upragnionego malucha, pozostawione w podzięce za udany poród lub poczęcie długo oczekiwanego dziecka. Czasem także za pokonanie ciężkiej choroby. I nikogo nie bulwersują, wręcz przeciwnie, wrosły w rzymską tradycję.

 

Madonna del Parto
Madonna del Parto

 

Według legendy przez wiele wieków uważana ją za statuę rzymską przedstawiającą Agrypinę z małym Neronem, ale Madonna z Dzieciątkiem (tak zresztą brzmi jej oryginalna nazwa ‘Madonna col Bambino’ ) to dzieło renesansowe. Wykonał je Jacopo Tatti, zwany Sansovino w latach 1516 – 21 na zlecenie Giovanni Francesco Martelli, miało ozdobić jego prywatny ołtarz w bazylice.

 

Kiedy w 1822 roku papież Pius VII ogłosił odpust zupełny dla tych, którzy pocałują stopę Madonny, pewnie nie przywidział takich tłumów pielgrzymów. A już na pewno nie wytrzymała tego umęczona marmurowa stopa posągu, którą trzeba było wkrótce wymienić na srebrną ;).

 

Madonna del Parto
Madonna del Parto

 

Dziś jest spokój, a przyszłe i obecne mamy przychodzą tu tak jak dawniej.

 

Basilica di Sant’Agostino

Piazza Sant’Agostino

uwaga: zamknięta od 12.30 – 15.30

 

Święta Sabina – perła Awentynu

Ukryta pomiędzy drzewkami pomarańczowymi a cyprysami, na najbardziej magicznym wzgórzu rzymskim. Święta Sabina – perła Awentynu. Urzeka swoją prostotą i wyrafinowaniem. I ciszą, jaką trudno odnaleźć w zgiełku Wiecznego Miasta. To tu od VII wieku papieże celebrują obrzęd posypania głów popiołem podczas Środy Popielcowej. To tu święty Dominik znalazł swój rzymski azyl po licznych europejskich podróżach.

Święta Sabina – atrium

Świętą Sabinę odwiedziłam już kilka razy, lecz nigdy nie widziałam jej tak pięknej, skąpanej promieniami porannego słońca, wdzierającego się przez ciepłe, alabastrowe okna. Jeden z dominikanów dopiero co otworzył bramy bazyliki. Z daleka dobiegały głosy dzieci odprowadzanych do szkoły, a wewnątrz bazyliki powitała mnie cisza, przejmująca cisza. Byłam sama. I pomyślałam sobie, że św. Dominik musiał się tu dobrze czuć. Zieleń, spokój, nieziemski widok ze wzgórza na Wieczne Miasto. Miał czas na przemyślenia i spisanie reguł dominikańskich.

Bazylika świętej Sabiny na Awentynie to najważniejszy kościół dominikański na świecie, główna siedziba jednego z najbardziej intelektualnych zgromadzeń zakonnych w historii Kościoła.

Wnętrze świętej Sabiny

Ale zanim przybył tu św. Dominik, ziemia ta należała do Sabiny, bogatej patrycjuszki rzymskiej i jej męża Walentego, albowiem Awentyn od czasów cesarskich zamieszkiwała arystokracja rzymska. Sabina została ścięta w latach 20-tych II wieku, po tym jak nakryto ją w katakumbach wraz ze swoją chrześcijańską niewolnicą. W bazylice można zobaczyć fragment kolumny i schodów pochodzących z jej domu. Kościół czci świętą Sabinę 29 sierpnia.

Kolumna z domu Sabiny
Kolumna z domu Sabiny

Kiedy chrześcijaństwo zostało uznane oficjalnie, tu na ruinach domu świętej Sabiny Piotr z Illyrii (dzisiejszej Chorwacji) ufundował kościół. Bazylikę budowano w l. 422 – 432, ukończono w 435 roku za panowania Sykstusa III. 

Była jedną z najważniejszych bazylik wczesnochrześcijańskich, jedną z nielicznych, która posiadała chrzcielnicę, a więc odbywały się tu ceremonie chrztu. Z oryginalnej bazyliki pozostało niewiele: 24 kolumny prawdopodobnie z antycznej świątyni Junony Królowej lub Diany, wspaniałe drzwi z cedru bądź cyprysu oraz motywy geometryczne ponad kolumnami nawy głównej przypominające kielichy lub zamglone lustra. Oryginalna jest również mozaika ponad głównymi drzwiami kościoła. Dwie matrony uosabiają Pismo Święte: ta po prawej stronie Nowy Testament (kojarzona także ze św. Pawłem z Tarsu i kościołem chrześcijańskim), ta po lewej Stary Testament (kojarzona ze św. Piotrem i kościołem żydowskim). Inskrypcja wspomina fundatora kościoła oraz sobór w Efezie, na którym najkrócej mówiąc uznano, że Maryja jest Bożą Rodzicielką.

Inskrypcja z V wieku
Inskrypcja z V wieku

Drewniane drzwi to majstersztyk. Nie do końca wiadomo, czy są wykonane z cedru czy z cyprysu, choć wiele przemawia za cedrem, który podobno jest tak mocny jak metal. Z 28 paneli ze scenami staro-  i nowotestamentowymi przetrwało 18, w tym najstarsze w ikonografii przedstawienie ukrzyżowanego Chrystusa, jeszcze bez znajomości perspektywy, ale wcześniej Kościół w ogóle nie pozwalał przedstawiać sceny ukrzyżowania. To pierwszy kwadrat w lewym górnym rogu.

Ukrzyżowanie Chrystusa – pierwsze w historii ikonografii

Na którymś z paneli jest również głowa Napoleona zamiast tonącego faraona w scenie przejścia Żydów przez Morze Czerwone, pamiątka po okupacji Rzymu przez wojska francuskie. Mówią, że artysta, który restaurował ten panel w 1836 roku nienawidził Napoleona i to była jego mała zemsta. choć Napoleon zmarł 15 lat wcześniej.

Drewniane drzwi z V wieku

Papież Grzegorz Wielki po raz pierwszy odprawiał tu liturgię Środy Popielcowej (w VII wieku). Uroczysta procesja pokutna podążała aż z kościoła świętej Anastazji na Palatynie. Tradycję rozpoczęcia Wielkiego Postu właśnie u świętej Sabiny kontynuowano przez wieki, choć z małymi przerwami. Wróciła na dobre za pontyfikatu Jana XXIII. Papież Franciszek też tu przybędzie dzisiaj, 18 lutego. Wymagane są bilety wstępu, rezerwacja na stronie Prefektury Papieskiej.

Ale tak naprawdę święta Sabina oddycha św. Dominikiem. Jest tu obecny na każdym kroku, we wspomnieniach: tych realnych i legendarnych.

św. Dominik
św. Dominik

 

Papież Honoriusz III w 1216 roku wydaje zgodę na założenie zakonu dominikanów, a w 1221 roku przekazuje Dominikowi di Guzman Bazylikę świętej Sabiny. Dominik przebywa w bazylice zaledwie sześć miesięcy (wcześniej dominikanie mieszkali w klasztorze San Sisto Vecchio, a po ich wyprowadzce stamtąd przekazał ten klasztor pierwszemu żeńskiemu zgromadzeniu dominikanek). Potem wyjeżdża do Bolonii i tam umiera, w tym samym roku. Bardzo szybko, bo już w 1234 roku zostaje kanonizowany.

św. Dominik
św. Dominik

Ale te rzymskie miesiące są bardzo płodne. Dominik sadzi drzewko pomarańczowe w klasztornym ogrodzie, według tradycji pierwsze na ziemi włoskiej. To druga ‘słynna dziurka’ na Awentynie zlokalizowana w murze naprzeciwko drewnianych drzwi. Zakonnicy chętnie opowiadają, jak święta Katarzyna ze Sieny ugotowała marmoladę z 5 pierwszych pomarańczy z drzewka dominikowego i wysłała ją papieżom przebywającym w niewoli awiniońskiej, kusząc ich do powrotu. To pomarańcza słodka, jadalna, w odróżnieniu od  Ogrodu Pomarańczy pełnego gorzkich pomarańczy. A drzewko pomarańczowe oglądane przez dziurkę wyrosło ze szczepki pochodzącej z pierwszego drzewka Dominika. Uschnięty pień wciąż wypuszcza nowe pędy, dając życie nowym drzewkom (drzewko pomarańczowe średnio rośnie około 60 lat). I tak już od kilku wieków ozdabiają klasztorny wirydarz. 

Pozostałości po drzewku pomarańczowym zasadzonym przez św. Dominika

Dominik modlił się gorliwie za grzeszników rozciągnięty na kamiennej płycie posadzki bazyliki. Raz nawet zirytował Szatana, który próbował go zabić, celując w niego kamieniem. Nie udało się. Pozostały jednak rysy na posadzce. W rzeczywistości są to uszkodzenia po restauracji kościoła w XVI wieku, powstałe podczas przesuwania grobów męczenników. A czarny, bazaltowy kamień z trzema dziurami to prawdopodobnie odważnik antycznej wagi odnaleziony w podziemiach (znajduje się w rogu, po lewej stronie głównych drzwi, tuż obok wizerunku św. Dominika).

Jest i polski akcent w przedsionku kościoła, obok słynnych drewnianych drzwi: tablica poświęcona Jackowi Odrowążowi, który w tym klasztorze odebrał habit z rąk samego Dominika.

Tablica poświęcona Jackowi Odrowążowi

A w samym centrum bazyliki zwraca uwagę płyta nagrobna generała dominikanów:  to Munoz de Zamora, zmarły w 1300 roku. 

Generał dominikanów – Munoz de Zamora

Całość dekoracji dopełnia apsyda z XVI-wiecznym freskiem autorstwa Taddeo Zuccari. Fresk odwzorowuje pierwotną mozaikę z V wieku: Chrystusa wśród apostołów i świętych: u jego stóp baranki symbolizują Jerozolimę i Betlejem – typowy motyw sztuki wczesnochrześcijańskiej.

Apsyda bazyliki

I przepiękna Schola cantorum odnowiona w XX wieku – miejsce, które służyło śpiewakom podczas codziennych modlitw.

Schola cantorum
Schola cantorum

Bazylika świętej Sabiny na Awentynie 

Piazza Pietro d’Illiria, 1

otwarta zwykle: 8.15 – 12.30/15.30-18.00 (uwaga: godziny otwarcia mogą ulec zmianie)

Można też zwiedzać muzeum klasztorne i celę św. Dominika po wcześniejszym, telefonicznym zgłoszeniu tel: +39 327 975 8869

Rzymskie Lourdes niedaleko Fontanny di Trevi

Wyobraźcie sobie ciemną wrześniową noc, w centrum średniowiecznego Rzymu. Wyobraźcie sobie ogromny pałac kardynalski, do którego przylega stajnia pełna rasowych koni. Wyobraźcie sobie również studnię obok tejże stajni. Bo właśnie ona będzie bohaterką naszej opowieści.

Santa Maria in Via

Jest noc z 26 na 27 września 1256 roku. Otóż tej nocy sługa kardynalski, prawdopodobnie przez pomyłkę wrzuca do studni obraz Madonny namalowany na ciężkiej dachówce z terakoty. Nie mija nawet 5 minut, a woda w studni zaczyna gwałtownie wzbierać i wylewa. Dochodzi już do stajni. Przerażone konie rżą i uderzają kopytami, budząc stajennych kardynała. Ci, oszołomieni tym, co widzą, zaczynają w popłochu ratować zwierzęta, a potem kopać kanały, aby znaleźć ujście dla wielkiej wody, bo stajnia w międzyczasie zamieniła się już w staw.

Studnia cudami słynąca – jesusinnetwork.it

Brakuje światła, jest ciężko. I nagle dostrzegają w tych ciemnościach kamień, który dryfuje po powierzchni wody. Zbliżają się i oczom nie wierzą. To wizerunek Madonny. Próbują go wyłowić, ale bezskutecznie, ślizga się im w rękach jak ryba. Radzi nieradzi budzą kardynała Pietra Capocci i prowadzą go do stajni. Ten najpierw modli się, a potem wyławia rękoma obraz, a wody natychmiast ustępują.

Kardynał dostrzega głowę otoczoną aureolą i owiniętą niebieskim welonem pokrytym małymi liliami (lub gwiazdkami) oraz oblicze Madonny nadzwyczajnej piękności. Wszyscy są oszołomieni. Cud. Madonna nie chciała zostać na dnie studni, dlatego wody wystąpiły, aby ktoś ją zauważył i uratował.

 

Madonna del Pozzo

 

Nazajutrz kardynał sprowadza papieża Aleksandra IV, ale on też nie potrafi wyjaśnić całego zdarzenia w racjonalny sposób. Ogłasza więc cud.

Wokół studni zostaje wybudowany kościół Santa Maria in Via. W pierwszej kapliczce po prawej stronie od wejścia umieszczono ikonę Madonny (pochodzi z XIII wieku ze szkoły rzymskiej). Nazwano ją Madonna del Pozzo – Madonna Studni. Patronuje zarówno spóźnialskim, jak i dobrze zorganizowanym.

Santa Maria in Via – Madonna del Pozzo

Pielgrzymi zaczęli napływać niemal od samego początku, aby skosztować wody z cudownego źródełka. A kiedy oficjalnie uznano objawienia w Lourdes, kościół ten zyskał przydomek małego, rzymskiego Lourdes.

Wewnątrz kaplicy dedykowanej Madonnie po lewej stronie jest malowidło przedstawiające kardynała Capocci wyławiającego cudowny obraz. Ikona znajduje się w ołtarzu głównym, a po prawej stronie kaplicy umieszczono kran, z którego płynie czysta, źródlana woda. Księża wystawili plastikowe kubeczki, więc każdy może skosztować wody. Mieszkańcy nierzadko przychodzą też z własnymi butelkami.

Małe rzymskie Lourdes – jesusinnetwork.it

Kościół leży w bardzo ruchliwym miejscu – na Largo Chigi i rozpoczyna Via del Tritone, która prowadzi do Piazza Barberini. Najlepiej wejdźcie do Galerii Alberto Sordi od strony Via del Corso (na wysokości parlamentu i Kolumny Marka Aureliusza – Piazza Colonna) i wyjdźcie tylnym wyjściem, a kościół ukaże się waszym oczom. To dobry punkt postoju przed wspaniałą Fontanną di Trevi (nawet jeśli jest jeszcze remontowana, trzeba ją zobaczyć). Większość rzymskich kościołów jest zamknięta w porze obiadowej, więc można go odwiedzić między 7.15 – 12.45 lub 16.00 – 20.00 (godziny mogą ulec zmianie, zwłaszcza w okresie letnim). Najlepiej sprawdzić je na stronie: www.santamariainvia.it.

  • Leonardo Lombardi syn architekta, ostatni po lewej stronie burmistrza
  • Fontanna Amfor - Testaccio
  • Fontanna Amfor - Testaccio

Fontanna Amfor powraca do domu

posted in: Osobliwości rzymskie | 0

Ojciec był bardzo niezadowolony, kiedy przeniesiono ją z Piazza Testaccio na Piazza dell’Emporio. Dziś byłby szczęśliwy – powiedział Leonardo Lombardi – ponad osiemdziesięcioletni syn architekta Pietra Lombardiego – podczas inauguracji ‘powrotu’ Fontanny Amfor po prawie 80 latach na Piazza Testaccio. Wzruszeni są przede wszystkim ci, którym udało się dożyć tej chwili, bo oni jako dzieci bawili się na schodkach fontanny, a teraz będzie służyła ich wnukom.

 

Fontanna Amfor – Testaccio

 

 

Moją uwagę zwróciła kartka przywiązana czerwonymi wstążeczkami do jednej z latarni placu – wspomnienia matki spisane przez córkę w dialekcie rzymskim. Pamiętajmy o tym, ze Testaccio było dzielnicą robotników, rzeźni, bardzo ludową, to tu biło prawdziwe serce Rzymu.

 

 

Fontanna Amfor – Testaccio – wspomnienia

 

 

Córka pisze:

Moja matka pamięta czasy, kiedy była dziewczynką,

Właśnie tu, na tym placu, zanim powstał rynek,

Stała ona, piękna, biała, strojna.

 

Matka bawiła się na jej schodkach,

Aż pewnego dnia zabrano ją stąd,

Rozmontowano na części i przeniesiono w pobliże rzeki,

I zrobiło się smutno.

 

Ten rynek, na placu początkowo był pod gołym niebem,

Kilka lat później pokryto go dachem,

Ale był otwarty tylko rano,

Nocą straszyły kłódki bram.

 

A kiedy przeniesiono stąd rynek,

Fontanna powróciła na środek placu,

Odnowiona – jest po prostu piękna,

Są latarnie, ławki, drzewa.

 

I moja matka, która ma już ponad 90 lat,

Ujrzy ją znów na tym placu,

Na którym jako dziewczynka biegała beztrosko, skakała przez skakankę i grała w klasy.

 

 

Cofnijmy się odrobinę w czasie. Jest rok 1926. Władze miasta rozpisują konkurs na fontannę mającą ozdobić Piazza Mastro Giorgio (obecna Piazza Testaccio), aby ożywić istniejące już targowisko. Konkurs wygrywa architekt, Pietro Lombardi i tworzy monumentalną fontannę z 300 bloków trawertynu ozdobioną amforami. To symbol dzielnicy, bo już od czasów starożytnych w pobliskim porcie rzecznym Ripa Grande rozładowywano statki pełne amfor z terakoty. Te, które były połamane, zbierano i zrzucano w jedno miejsce – zwane później Monte Cocci (cocci – czyli naczynia gliniane, z łaciny: testae, stąd nazwa Testaccio).

 

 

Fontanna Amfor – Leonardo Lombardi syn architekta, ostatni po lewej stronie burmistrza

 

 

Ale fontanna zamiast lśnić, zaczęła ginąć pomiędzy straganami, a w dodatku podłoże zaczęło się obsuwać i trzeba było przenieść ją w inne miejsce. I tak w 1935 roku powędrowała na Piazza dell’Emporio, tuż przy Tybrze. Miejsce niefortunne, w pobliżu ruchliwego skrzyżowania. I któż miał ją tam podziwiać? Nic dziwnego, że popadła w całkowitą ruinę. Piazza Testaccio również, bo rynek przeniesiono wkrótce w inne miejsce, a plac odtąd ‘straszył’ mieszkańców swoją brzydotą. Na początku 2013 roku wraz z nową kampanią wyborczą władze dzielnicy wpadły na pomysł ożywienia Testaccio i przeniesienia tej pięknej, a niszczejącej fontanny na swoje pierwotne miejsce. I tak za bagatela 900 tys. euro powróciła na Piazza Testaccio, a 24 stycznia 2015 burmistrz Rzymu Ignazio Marino z wielką pompą uruchomił fontannę ku uciesze mieszkańców. Był ksiądz, byli oficjele, były tłumy mieszkańców. Byli również aktywiści walczący o wskrzeszenie boiska sportowego dla dzieciaków. Marino obiecał im boisko.

 

Miejmy nadzieję, że fontanna i plac rzeczywiście posłużą mieszkańcom, bo już w poniedziałek po hucznej inauguracji część placu została zalana. Cóż, słynni rzymscy hydraulicy …. Można by o nich opowiadać historie.

 

 

Odwiedźcie to miejsce, jest warte grzechu. Możecie zejść z Awentynu na Via Marmorata, możecie podjechać metrem B do stacji Piramide. Plac Testaccio znajduje się zaledwie parę przecznic dalej od słynnej Piramidy Gajusza Cestiusza i Cmentarza Protestanckiego (po Testaccio pospacerujemy innym razem). Jest bardzo przyjemny, został wyłożony kocim brukiem (słynne sanpietrini), są ławki, są ścieżki dla niewidomych. Jest Enoteca Palombi (Piazza Testaccio 38/41), w której serwują niezły aperitiv (drik + konsumcja: bufet szwedzki ok €11). W pobliżu od 1918 roku kusi także Pasticceria di Zio, historyczna cukiernia dzielnicy (Via Ginori, 55).

 

A wieczorem Testaccio przemienia się w królową nocnego życia (obok Trastevere, Pigneto czy San Lorenzo).

 

Burmistrz Rzymu Ignazio Marino inauguruje fontannę, straszy pan, ostatni po lewej stronie burmistrza to syn architekta – Leonardo Lombardi.

 

 

 

 

 

 

  • Rzymskie Getto Roman Getto

Shalom, I am Idan Raichel

posted in: Getto i okolice | 0

Koncertował dla samego Baracka Obamy, współpracuje z artystami z całego świata. Idan Raichel. To nadzieja młodego Izraela, zmęczonego terrorem i konfliktami na tle etnicznym. To jego ambasador na świecie. Od 2003 roku koncertuje na całym globie, promując swój ambitny projekt: młody, tolerancyjny i wielokulturowy Izrael ponad podziałami (http://www.idanraichelproject.com/en/). Wychowany w Kfar Saba, małym miasteczku kolo Tel Awiwu, w rodzinie o wschodnioeuropejskich korzeniach. Genialny artysta i człowiek o szerokich horyzontach.

 

Idan Raichel in Rome

 

Idan jest młody, uśmiechnięty i pozytywnie zakręcony. Żyje muzyką, ma ją w żyłach i we krwi. Nie znałam go, więc obejrzałam go sobie w internecie przed koncertem. I pierwsza niespodzianka: Idan na scenie jest ogolony i nie ma charakterystycznych dredów. Szybko tłumaczy się publiczności, że po 15 latach noszenia dredów, musiał je zgolić dla damy swojego serca. Wraz z nim na scenie Arab, Murzynka i Żydówka. Płynie język hebrajski, arabski, etiopski … Jakaż mozaika kultur, ras i religii. O takim Izraelu marzy Idan i pewnie nie tylko on …

 

Idan Raichel in Rome

 

Spontaniczny, nie odmawia selfie swoim fanom nawet w trakcie koncertu. Po jakimś czasie wkracza na scenę mały, sympatyczny Rom, którego Idan spotkał na ulicy, a który zachwycił go swoją grą na akordeonie do tego stopnia, że zaprosił go na swój wieczorny koncert. Dzieciak zachwycony, gra lambadę, ludzie uśmiechnięci. Obok nas jakaś starsza para uparcie tańczy tango, choć nie te rytmy :).

 

 

Idan Raichel przyjechał do Rzymu na zaproszenie organizatorów Festiwalu Literatury Żydowskiej w październiku ubiegłego roku. Wystąpił na Largo 16 Ottobre 1943, ‘rzymskim Umschlagplatzu’. Stąd 16 października 1943 roku deportowano miejscowych Żydów do obozów koncentracyjnych. Ale tego wieczoru z placu płynęła nadzieja, nie smutek.

 

Rzymskie Getto Roman Getto
Rzymskie Getto Roman Getto

 

Idan koncertował również w Warszawie w 2011 roku. I jeśli powróci do Polski, koniecznie idźcie na jego koncert. Jest fenomenalny, a przy tym bardzo skromny i sympatyczny.

 

Rzymskie Getto Roman Getto
Rzymskie Getto Roman Getto

 

Thank you, Idan for a wonderful evening.