Witajcie w 2016 roku!

 

Początek 2016 roku zaczął się we Włoszech medialnym trzęsieniem ziemi, bo okazało się, ze RAI1, transmitująca sylwestrowo-noworoczny koncert z Matery – Europejskiej Stolicy Kultury 2019 – pomyliła się w odliczaniu i oto miliony Włochów, bawiących się w towarzystwie państwowej telewizji przywitały 2016 rok minutę wcześniej. Mało tego, nie dopilnowano sms-ów z życzeniami i na ekranie pojawił się sms pełen wulgaryzmów. A wszystkiemu winien Twitter, który rozpętał całą aferę. Opozycja już żąda głów telewizyjnych.

 

Jak się można domyślić, Włosi pogrążyli się w rozpaczy między jednym a drugim kieliszkiem prosecco 😉 i nie wiadomo, jakby się to zakończyło, gdyby nie spadł długo oczekiwany deszcz, a na północy kraju nawet śnieg. Oczyści powietrze i znów będzie można usiąść za kierownicą, nie martwiąc się, czy tablica rejestracyjna jest parzysta bądź nie (przez ostatni tydzień z powodu smogu w Rzymie i Mediolanie jeździły na przemian tablice parzyste i nieparzyste, a tysiące roztargnionych kierowców zapłaciło mandaty).

 

Via del Corso – Rome – Christmas 2015

 

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Checco Zalone – znany komik rodem z Apulii – i tym razem pobije rekord kinowy. 1 stycznia weszła do kin jego najnowsza komedia ‘Quo vado?‘ i już pierwszego dnia zainkasowała 7 mln euro, więcej niż ‘Gwiezdne wojny’ o tej samej porze.

 

checco zalone

 

 

Papież Franciszek udzielił błogosławieństwa Urbi et Orbi, a po południu otworzył ostatnie już Święte Drzwi, w Bazylice Santa Maria Maggiore.

 

Nie zawiódł także Mr Ok, który po raz 28 skoczył do Tybru. 

 

 

 

Jest moc! Przed nami jeszcze Befana 6 stycznia.

 

 

 

 

 

 

Liebster Blog Award i do siego roku!

posted in: Wiadomości z Rzymu | 0

 

Zbliża się koniec roku. Jutro we Włoszech pójdą w ruch tony soczewicy, hektolitry prosecco i czerwona bielizna – wszystko ma przynieść szczęście, pieniądze etc. Nie ekscytują mnie ani podsumowania, ani rankingi pojawiające się pod koniec roku. Zamiast nich odpowiem na pytania Anety z bloga Hello Calabria w ramach nominacji do Liebster Blog Award.

 

Co lubisz w ludziach?

Poczucie humoru, dystans do samego siebie, spokój wewnętrzny. Mieszkałam sporo czasu w Dublinie i Irlandczycy, nawet jak coś się waliło, zawsze mieli takie optymistyczne powiedzenie ‘This is not the end of the world’ ,czyli: nie jest aż tak źle, aby nie można było wybrnąć z danej sytuacji.

 

Najgorsza wada człowieka według Ciebie to …?

Głupota, pycha, obłuda – oj kończę, bo zrobi się z tego długa lista.

 

Jaką książkę poleciłabyś na jesienne wieczory?

Polecam dwie autorki: Nina George jest niemiecką dziennikarką i pisarką – Una piccola libreria a Parigi’ (w wersji polskiej Lawendowy pokój’) oraz ‘Una casa sul Mare del Nord’ (po polsku Księżyc nad Bretanią’) – bardzo dobre i mądre pióro.

Cristina Caboni mieszka na Sardynii i jest hodowcą pszczół, a do tego cudnie pisze, jej proza pachnie kwiatami, miodem i życiem z całą gamą uczuć. Jej pierwsza książka Il sentiero dei profumi podbiła świat. Dziwię się, że jeszcze nie została przetłumaczona na polski. Druga pozycja to La custode del miele e delle api

 

A zawsze: ‘Sto lat samotnosci’ – G.G. Marqueza, ‘Mistrza i Małgorzatę’ – Bułhakowa i ‘Lalkę’ Prusa – według mnie najlepszą polską powieść ever. 

 

Nasza informatyczna rodzina jeszcze świątecznie

 

Twoje ulubione śniadanie to …?

Nie jestem skowronkiem, każde 5 minut rano jest dla mnie na wagę złota, więc nie przywiązuję wagi do śniadań. Kubek nescafè z mlekiem, a reszta zależy od tego, co akurat jest w domu: ciasteczko, jogurt grecki z chrupkami. Czasem skuszę się na cappuccino z rogalikiem poza domem. Jeśli tylko mogę, pędzę do Baru del Cappuccino na najlepsze rzymskie cappuccino lub do San Teo przy Via di San Teodoro,88 – tam mają świetne rogaliki z kremem budyniowym i wiśnią. W Polsce najlepsze śniadania serwuje mama 🙂 – twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem, jajecznicę ze szczypiorkiem i wiele innych rarytasów.

 

Mam słabość do …?

Czekoladek z likierem i żaden to powód do dumy, bo potem trzeba je spalić, a to już nie jest takie przyjemne, zwłaszcza kiedy przekroczyło się już czterdziestkę :).

 

Długich spacerów, wiadomo, w zdrowym ciele zdrowy duch. Od czasu do czasu idziemy z domu do centrum Rzymu piechotą – jakieś 10-12 kilometrów. Koledzy męża nie potrafią zrozumieć: dlaczego takie poświęcenie!!!

 

Po wielu latach przerwy powróciłam w góry. Bez wątpienia to zasługa mojej drugiej połówki po tym, jak w naszych Tatrach przemierzyła szlak do Morskiego Oka przez Dolinę Pięciu Stawów (a nie należy do najłatwiejszych) i całą asfaltówkę z powrotem. A może to efekt szarlotki w schronisku? Numer 1 to dla mnie Dolomity – najlepiej przygotowany turystycznie region Włoch.

 

Dlaczego zdecydowałaś się na blogowanie?

Nie lubię słowa blogowanie, bo dla mnie to tylko zabieg techniczny. Blogować może każdy na każdy temat. Internet pomieści wszystkich. Wirtuozerii w tym nie widzę. Do dziś pozostały mi w pamięci słowa Kapuścińskiego: każda napisana strona to sto przeczytanych wcześniej stron. Kto dziś tak pisze w dobie wszechobecnego niechlujstwa, zwłaszcza prasowego? 

 

Chciałam mieć swoją stronę – to prezent urodzinowy. Piszę od dawien dawna, więc to żadna rewolucja, lecz część mojego zawodu. Zabawa słowem i formą. A Rzym to moja pasja – ale odkąd tu mieszkam, patrzę na Wieczne Miasto inaczej, nie tylko poprzez zabytki. Nikt nie pozna dobrze Rzymu i jego mentalności, dopóki tu nie zamieszka na dłużej. Rok nie wystarczy. Nie każdego uwiedzie Forum Romanum czy Palatyn. Piszę o wszystkim, co może zainteresować zarówno mieszkańca, jak i turystę, który chce poznać prawdziwy Rzym, nie tylko ten najbardziej turystyczny.

 

Czy blogowanie coś zmieniło w Twoim życiu?

Zabrało sporo czasu, bo stawiam na jakość, nie na ilość, choć opublikowałam już 120 postów. Sporo, biorąc pod uwagę, że materiał nie jest lekki i wymaga porządnego przygotowania. Ale też pozwoliło poznać wielu sympatycznych czytelników o podobnej wrażliwości. Wielu z nich pomogłam w planowaniu pobytu. Cieszy mnie, że zagląda tu sporo dojrzałych osób: 40, 50, 60 +, bo blogują głównie młodzi ludzie, najliczniejsza grupa to 30-35 latkowie. A mądrość życiowa, nie ta książkowa przychodzi z wiekiem. 

 

Czego nie lubisz w blogowaniu?

Wielu rzeczy. Przede wszystkim blog blogowi nierówny. Czym innym będzie post młodej dziewczyny wyginającej się przed lustrem w przymierzalni z nowym ciuchem bądź nowym lakierem do paznokci, czym innym osoby, która stara się przekazać rzetelne informacje z obojętnie jakiej dziedziny.

 

Nie lubię, zwłaszcza u polskich blogerów, nadmiernego przywiązania do facebooka, podniecania się na widok kolejnych lajków, gorzej, samowolnego oceniania innych blogów na podstawie ilości zebranych lajków czy też żebrania o lajki, jakby na facebooku świat się kończył. To chore i pozbawione klasy! W Stanach właśnie zaczął się schyłek facebooka, co było do przewidzenia.

 

Mniej marketingu, więcej merytoryki!

 

Jakie cechy powinien mieć według Ciebie blog?

Blog powinien oscylować wokół konkretnego tematu, wtedy ma sens. Ma sprawiać przyjemność i osobie piszącej, i czytającej. Osoba pisząca powinna wierzyć w siebie, nie porównywać się z innymi i nie być niewolnikiem Google Analytics. Musi jednak zadbać o regularne publikacje, chociaż jeden post na tydzień. 

 

Niestety, czasy są takie, że nawet najlepszy tekst sam się nie obroni bez minimum marketingu i wie o tym nawet wielki Umberto Eco, ale tylko on mógł sobie pozwolić na założenie własnego wydawnictwa La Nave di Teseo – Okręt Tezeusza, buntując się przeciw komercjalizacji i dyktaturze marketingowców.

 

Jak udaje Ci się pogodzić blogowanie z innymi sprawami?

Ciężko, ale nie zarywam nocy i nie piszę na kolanie, aby tylko coś opublikować. A mimo tego Voice of Rome jest zawsze na bieżąco. 

 

Blog, na który chętnie zaglądasz?

Mam kilka, z różnych krajów i nie są to bynajmniej blogi o ogromnej ilości lajków na facebooku, ale dla mnie bezcenne 🙂 

 

Happy New Year

 

 

A na koniec życzę Wszystkim dobrego 2016 roku. 

 

Sylwester w Rzymie

 

Będzie czy nie będzie? To pytanie zadawali sobie rzymianie, po tym jak komisarz Rzymu Francesco Tronca oznajmił, że kasa miejska świeci pustkami i zabawa sylwestrowa w centrum miasta nie odbędzie się. Do boju ruszył włoski minister kultury Dario Franceschini, bo to wstyd, żeby europejska stolica, w której nowy rok oprócz mieszkańców witają także tłumy turystów, nie miała żadnej imprezy. Znaleźli się sponsorzy: Enel, Banca Intesa San Paolo, Poste Italiane, TIM i Toyota, którzy pokryją koszty zabawy. Tym samym tegoroczny Sylwester będziemy świętować w Circo Massimo.

 

Capodanno a Roma

 

 

Zabawa już od 22.00. Gości powita Edoardo Bennato z Neapolu, a po północy zagra Negramaro z Salento.

RadioRai2 będzie transmitować koncert na żywo.

 

 

Sylwester na peryferiach Rzymu

 

Sylwester także na przedmieściach Rzymu: w pobliżu stacji metra: Anagnina i Battisitini (linia A) i Laurentina i Rebibbia (linia B). Szczegółowy program zabawy sylwestrowej znajdziecie tutaj.

 

Metro będzie kursowało do 2.30.

 

 

 

Jak obchodzi się rzymski Nowy Rok

Janus (Giano), bóg początku i końca, patron bram i przejść ulicznych. To on wprowadzał starożytnych rzymian w Nowy Rok i patronował magicznemu przejściu ze starego w nowe. Bóg o dwóch twarzach: starca i młodzieńca. Twarz z tyłu, starcza, spoglądała na rok właśnie skończony, twarz z przodu, ta młodzieńcza na rok, który miał dopiero nadejść.  I to właśnie jemu Juliusz Cezar oficjalnie dedykował pierwszy dzień i miesiąc roku, choć kult Janusa szerzył się już od czasów drugiego króla rzymskiego, następcy legendarnego Romulusa, Numy Pompiliusza (VIII-VII w. p.n.e.), a ślady kultu Janusa zachowały się w brzmieniu nazwy tego miesiąca w różnych językach (łacina – Ianuarius, angielski: January, francuski: janvier czy włoski: gennaio). 

Janus – Vatican Museums – foto Wikipedia

No właśnie, gdyby nie Juliusz Cezar i jego reforma kalendarza w 46 r. p.n.e., nie byłoby obchodów Nowego Roku 1 stycznia. Wcześniej bowiem rzymianie świętowali go 1 marca,  w dniu wyboru dwóch konsulów, którzy w uroczystej procesji podążali do świątyni Jowisza na Kapitolu, aby tam złożyć mu ofiarę z białych byków.

Juliusz Cezar przed swoim forum

Wielki Juliusz podzielił rok na 365.25 dni, wprowadził też rok przestępny co 4 lata i zmienił długość dni 12 miesięcy (praktycznie pozostała ona niezmieniona do dziś). Kalendarz obowiązywał od 45 r. p.n.e. Co prawda sam Juliusz Cezar nie nacieszył się zbyt długo “swoim dzieckiem”, bo dwa lata później go zasztyletowano, ale kalendarz juliański przetrwał oficjalnie aż do 1582 roku, kiedy to papież Grzegorz XIII zastąpił go gregoriańskim. Tak naprawdę różnica była subtelna i dotyczyła innego naliczania lat przestępnych. W czasach Juliusza Cezara za rok przestępny uważano ten, który dzielił się i przez 4, i przez 100. Dwaj astrolodzy zatrudnieni przez papieża Grzegorza XIII: Luigi Lilio i Christopher Clavius po pierwsze ucięli 10 dni, o które wydłużył się rok od czasów juliańskich, a więc po 4 X 1582, nastąpił od razu 15 październik, a rokiem przestępnym mógł być tylko ten podzielny przez cztery. W ten sposób zsynchronizowali rok kalendarzowy z porami roku, co ułatwiło Kościołowi również planowanie ruchomych dotąd świąt religijnych. Kalendarz juliański spóźniał się o jeden dzień raz na 128 lat, kalendarz gregoriański zniwelował te różnicę i tym razem spóźnia się on o jeden dzień, ale raz na 3323 lata. 

Grzegorz XIII – Bazylika Ara Coeli

Kalendarz gregoriański od razu przyjęły kraje katolickie takie jak: Hiszpania, Portugalia, Polska i księstwa włoskie. Ostatnim krajem na świecie, który przyjął tenże kalendarz była Turcja w 1927 roku, wcześniej posługująca się kalendarzem muzułmańskim. Jednak kalendarz juliański nadal jest podstawą roku liturgicznego w Kościele Prawosławnym.

Starożytni rzymianie zapraszali znajomych pierwszego dnia roku na obiad, wymieniano prezenty, czyli białe dzbany wypełnione miodem, daktylami, figami i przyozdobione gałązkami wawrzynu (zwanymi także strenne: od bogini Sabinów Strenii, zerwane w świętym lesie jej poświęconym), więc miały one zapewnić szczęście i powodzenie w nadchodzącym roku.

Współcześni rzymianie tak jak większość Włochów żegnają odchodzący rok przy stole. Kolacje sylwestrowe z rodziną, przyjaciółmi, w domu lub w restauracji to najpopularniejszy sposób spędzania nocy sylwestrowej  (choć nie brakuje imprez pod gołym niebem: koncert w Circo Massimo czy pokaz sztucznych ogni nad Koloseum). Obowiązkowo z soczewicą (w połączeniu z tłustym wieprzowym cotechio czy zampone), co ma zapewnić powodzenie finansowe, w czerwonej bieliźnie (aby mieć powodzenie w miłości) i z kieliszkiem prosecco lub wina musującego. Bardziej zabobonni dawniej wyrzucali z domu przez okna wszystkie stare rzeczy, aby symbolicznie zamknąć rok i usunąć cale nagromadzone w nim zło, na szczęście ten zwyczaj odszedł już w niepamięć, bo pociągnął za sobą wiele zniszczonych aut, a i niejednemu przechodniowi spadło czasem na głowę co nieco.

A po nocnych balach i biesiadach czas na kąpiel, ale nie tę pod cieplutkim prysznicem. Mister Ok jest znany każdemu rzymianinowi. To Maurizio Palmulli, ratownik z nadmorskiego Castel Fusano, który co roku pierwszego stycznia, punktualnie w południe, kiedy strzela działo na Wzgórzu Janiculum, a papież udziela błogosławieństwa Urbi et Orbi w pobliskim Watykanie, skacze z 18 metrów z Mostu Cavour prosto do wód Tybru. Pomimo tegorocznego mrozu już po raz 27 powitał Nowy Rok swoim słynnym lotem anioła.

 

Życzymy Wszystkim udanego roku. Niech doda Wam skrzydeł!

Buon Anno!