Co robią nosorożce w Rzymie – nowy pałac Fendi

Nosorożec jest syntezą mojej życiowej filozofii, w starożytnym Rzymie uosabiał siłę – tak tłumaczy swój wybór Alda Fendi, właścicielka Pałacu Nosorożców w centrum Rzymu, otwartego 11 października 2018 roku. To jej prezent dla włoskiej stolicy.

Fundacja – Alda Fendi Esperimenti
  • Prezenty albo się robi dobre, albo w ogóle się ich nie robi – mówi Alda, najmłodsza z sióstr Fendi, której sylwetka widnieje na murach pałacu. Trzeba przyznać, że wybrała architekta z najwyższej półki, bo Jean Nouvel to pierwsza liga światowa. Zaprojektował m.in. Instytut Świata Arabskiego w Paryżu, Louvre w Abu Dhabi czy madryckie muzeum Reina Sofia. – Kiedy zobaczyłam jego Czerwony Kilometr (il Kilometro Rosso) wzdłuż autostrady Mediolan-Bergamo, wiedziałam, że tylko on może urzeczywistnić moje marzenie – opowiada Alda Fendi. Jean doskonale zrozumiał miejsce, zresztą każdy architekt na świecie chciałby mieć zlecenie w Rzymie, bo to wyzwanie – dodaje.
Kilometro Rosso projekt Jean Nouvel foto FB Kilometro Rosso

Ten nowy i ambitny projekt kiełkował w głowie Aldy od lat. Rocznik 1940, studia w Londynie, ale praca od zawsze u mamy Adeli w wielkim Fendi. Kiedy ukończyła 61 lat, zrozumiała, że zaniedbała sztukę, której brakowało jej przez całe życie. Porzuciła prestiżową rodzinną firmę i 2001 roku założyła fundację, spełniając swój młodzieńczy sen. – Jestem odważna, inwestując w kulturę – dodawała. Fundacja Aldy najpierw przekazała pieniądze na remont pozostałości apsydy Bazyliki Ulpia odkrytej na Forum Trajana. W 2005 roku zaczęła produkować spektakle podejmujące aktualną tematykę i wystawiane za darmo na dawnym żydowskim targu rybnym w Circo Massimo. Jej wielkim mentorem był Gian Carlo Menotti, dyrektor Festiwalu Dwóch Światów w Spoleto (Festival di Due Mondi). Fundacja prowadzi razem z dwiema córkami Giovanną i Alessią. Chcą wystawiać spektakle gratis przez 120 lat, dla pięciu pokoleń, aby dać każdemu możliwość zbliżenia się do sztuki bez opróżniania portfela.

Foro Boario – Forum Boarium to jedno z najpiękniejszych miejsc Rzymu, kolebka Rzymu. To tu, u stóp San Giorgio in Velabro według legendy odnaleziono Romulusa i Remusa. Ale i najbardziej zaniedbanych w centrum. Obskurna czynszowa kamienica na wzgórzu od razu zwróciła uwagę Aldy. Zamieszkiwało ją około 30 rodzin w opłakanych warunkach. Kupiono im mieszkania na peryferiach Rzymu. O kosztach przedsięwzięcia Alda nie chce mówić, bo to astronomiczna cyfra. Sfinansowała je z prywatnych środków. Po długiej drodze przez mękę również z miejscową biurokracją i 28 miesiącach prac na miejscu, 11 października zainaugurowano Pałac Nosorożców. Na wernisaż przybyło 1800 osób, w tym architekt Jean Nouvel, Vittorio Storaro z córką Franceską, Gerard Depardieu, Mario Vargas Llosa, Vincent Gallo i cała śmietanka artystyczna Rzymu.

Nosorożec przed Łukiem Janusa

Fasada pałacu nie robi wrażenia, ale to świadomy wybór. Pozostawiono ją bardzo surową, zachowując zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz wszystko, co mogło być świadkiem przeszłości. Każde z 24 artystycznych mieszkań to oddzielny projekt – pozostawiono oryginalne posadzki, cegłę na ścianach. Każde pomieszczenie zdobi także poezja haiku. To pomysł dyrektora artystycznego fundacji – Raffaele Curi. Pokoje należą do części hotelowej, a Fundacja Aldy Fendi zarządza częścią non-profit – ekspozycjami i kulturą. Pałac ma sześć pięter. Ekspozycje obejmują dwa pierwsze piętra, kolejne piętra to pokoje hotelowe, a na ostatnim piętrze taras z widokiem 360 stopni na Rzym oraz kawiarnia, bar i restauracja francuska – Caviar Kaspia. Alda wyremontowała również ulicę przylegającąc do pałacu oraz sąsiedni Łuk Janusa – oświetlony przez znakomitego Vittoria Storaro. 

  • Chciałam podarować Rzymowi wielki pałac sztuki, coś, czego jeszcze nie miał, moje miasto sztuki, przestrzeń, w której wspołistnieją różne dyscypliny sztuki: teatr, literatura, muzyka – jednym słowem awangardową kulturę dostępną wszystkim, nie tylko elitom. Wystawy i wydarzenia kulturalne będą zawsze za darmo.

Publiczność może odwiedzać pałac od 13 października. Pierwszy rok działalności będzie poświęcony tematyce nosorożca w sztukach audiowizualnych. Fundacja ma bardzo dobre kontakty z Ermitażem w Sankt Petersburgu, a pierwsze efekty już widoczne. Od 14 grudnia do 10 marca można obejrzeć ‘Młodzieńca’ (l’Adolescente) – mniej znaną rzeźbę Michała Anioła . Nigdy nie była wystawiana tak długo poza Ermitażem.

Jest również 12 szkiców oryginalnych projektów Michała Anioła wypożyczonych z Casa Buonarotti we Florencji, a opatrzonymi komentarzami Jeana Nouvel.

L’Adolescente – Michelangelo – foto FB Fundacja Alda Fendi

Mecenat Aldy Fendi jest wart obserwowania, oby było rzeczywiście tak, jak zapowiada, bo sceptyków nie brakuje.

La Fondazione – Alda Fendi Esperimenti

otwarta codziennie od 10.00 do 19.00

Via dei Cerchi, 21


Wojciech i Jerzy – ich ślady w Rzymie

 Wojciech i Jerzy – dwa popularne imiona w Polsce, święci dość odlegli w czasie, inne zawody: jeden duchowny, drugi wojownik, ale podobna męczeńska śmierć w tym samym dniu, 23 kwietnia. Wojciecha zamordowali toporem i włóczniami pogańscy Prusowie, kiedy próbował nawracać ich na chrześcijaństwo, Jerzy został ścięty mieczem z polecenia cesarza Dioklecjana, kiedy zaczął publicznie krytykować prześladowania chrześcijan. W Rzymie kościoły przechowujące pamięć o nich, znajdują się stosunkowo blisko siebie.

 

Zaczniemy od Wojciecha, bo to patron Polski i apostoł Słowian.

 

Spokojny kościółek św. Bartłomieja pośrodku Wyspy Tybrowej (l’Isola Tiberina). W porze obiadowej na stopniach obelisku młodzi ludzie posilają się kanapkami na wolnym powietrzu (czego nie mogą robić np. na Schodach Hiszpańskich, bo grozi to grzywną). Zbudowany na miejscu dawnej świątyni Eskulapa – opiekuna medycyny. Wierzono, że woda wydobywająca się ze źródła – ma leczniczą moc, zamknięto je dopiero w średniowieczu, bo woda zamiast uzdrawiać ludzi, uśmiercała ich (została zakażona). Na jednej ze ścian studzienki (pokrywającej dawne źródełko), znajdującej się u stóp ołtarza głównego, widzimy postać Wojciecha z pastorałem, jego surową, pełną niezadowolenia twarz. To prawdopodobnie najstarsze przedstawienie świętego (choć nie do końca wiadomo czy to św. Wojciech czy może św. Paulin z Noli, którego ciało sprzedano cesarzowi Ottonowi mówiąc, że jest to ciało świętego Bartłomieja). Co go łączyło z Rzymem? 

 

 

Adalbert – pod takim imieniem św. Wojciech jest znany w historii Kościoła, imieniem przyjętym podczas bierzmowania z rąk biskupa Adalberta w Moguncji, gdzie kształcił się do stanu duchownego. A więc hołd oddany swojemu mistrzowi. Biskup Pragi od 983 roku, pierwszy Czech z pochodzenia. Wszedł do miasta boso, ku zgorszeniu miejscowego duchowieństwa, pławiącego się w luksusach. Bo Wojciech, choć arystokratycznego pochodzenia, był skromny, pomagał biedakom, odwiedzał więźniów, słowem daleko mu było do powszechnej rozpusty, jaka panowała w jego biskupstwie. Sodoma i gomora, wielożeństwo, cudzołóstwo i zbytek – niełatwo pracować w takim otoczeniu. Wytrzymał 5 lat. Potem poprosił papieża Jana XV o zwolnienie go z obowiązków biskupich i przyjechał do Rzymu, gdzie po odwiedzeniu opactwa na Monte Cassino i opactwa św. Nila w Grottaferrata (w pobliżu Rzymu) ostatecznie wstąpił do klasztoru benedyktynów na Awentynie (dzisiejszy kościół św. Bonifacego i Aleksego, ten, w którym znajdują się schody św. Aleksego – znamy go ze szkoły średniej – z ‘Legendy o św. Aleksym’). Przebywał tam trzy lata (989-992). 

 

 

Ale w Pradze znów zawrzało i papież nakazał mu powrót do swojego biskupstwa. Adalbert wrócił i założył opactwo benedyktyńskie w Brzewnowie pod Pragą. Niedługo nacieszył się tym pobytem, bo oto w 995 roku na zamku należącym do rodziny Werszowców jedna z mężatek dopuściła się cudzołóstwa. Kiedy to odkryto, musiała uciekać z Pragi i to Wojciech udzielił jej schronienia. Rozwścieczona rodzina nie tylko odnalazła kobietę, wywlokła ją z pomieszczeń zakonnych i zamordowała na oczach wszystkich. Zemściła się również na Wojciechu, mordując członków jego rodziny i paląc rodzinne włości. Wojciech musiał uciekać, chcąc ratować swoje życie. Z pomocą przyszli mu współbracia z Awentynu. Ale to było tylko tymczasowe lokum, bo jego powrót do Pragi był niemożliwy, a w Rzymie też nie mógł pozostać, bo biskup Moguncji uznał go za zbiega. Wojciech pojechał więc do Moguncji i tam oczekiwał ostatecznej decyzji, w międzyczasie podróżując po Europie, tylko cesarz mógł go zmusić do powrotu, a ten miał inne problemy na głowie. Decyzja przyszła w 996 roku. Czesi, a precyzyjniej duchowieństwo niemieckie w Pradze odmówiło jego powrotu. Wojciech zaczął wtedy opowiadać cesarzowi Ottonowi III o swoich planach chrystianizacji pogan. Nie tylko otrzymał cesarską zgodę, ale też zaprzyjaźnił się z Ottonem III. W 996 roku pojechał więc do Polski, do księcia Chrobrego. A stamtąd wyruszył na Prusy z misją nawracania pogan na chrześcijaństwo.

 

 

 

Pomimo ochrony przydzielonej mu przez Chrobrego, Wojciech zginął z rąk Prusów w Świętym Gaju, 23 kwietnia 997 roku. Jeden z pogan uderzył go wiosłem, inni przebili włóczniami, a jeszcze inny odrąbał głowę toporem (stąd wiosło i włócznie są częstym atrybutem świętego, widoczne również na relikwiarzu). Głowę biskupa nadziano na pal, czyste barbarzyństwo. Zaczął się handel ciałem zamordowanego. Chrobry zapłacił fortunę za głowę i ciało świętego. 

 

Dzięki staraniom cesarza Ottona III Wojciech zostaje kanonizowany dwa lata po śmierci, w 999 roku przez papieża Sylwestra II. Chce wybudować kościół dedykowany przyjacielowi, ale nie ma w nim żadnych relikwii. Jedzie więc w 1000 roku do Chrobrego w nadziei, że przywiezie ciało przyjaciela. Chrobry nie chce jednak wydać ciała. W zamian ofiaruje cesarzowi ramię świętego, którego część trafia do Akwizgranu, a część do Rzymu – dwóch najważniejszych wówczas metropolii chrześcijańskich. Ramię spoczęło w relikwiarzu w kościele dedykowanym Adalbertowi. Kiedy w 1180 roku sprowadzono tu ciało św. Bartłomieja, ówczesny papież Aleksander III zmienił wezwanie kościoła, dedykując go tylko Bartłomiejowi.

 

 

Fragment ramienia św. Wojciecha przechowywano w Rzymie aż do 1928 roku. Relikwia powróciła do Gniezna na prośbę prymasa Hlonda po tym, jak skradziono w 1923 roku czaszkę świętego. Czy ciało świętego spoczywa w Pradze czy w Gnieźnie – nawet historycy są podzieleni, po tym jak Czesi złupili Gniezno w 1038 roku. Czaszka się odnalazła około 1127 roku, a ciało? Wiele pytań, brak stuprocentowej pewności, gdzie jest. A tymczasem w centrum rzymskiej kaplicy dedykowanej świętemu (po lewej stronie ołtarza głównego) możemy podziwiać Wniebowstąpienie Najświętszej Marii Panny, któremu przyglądają się św. Wojciech i św. Paulin z Noli. Na ołtarzu ikona z wizerunkiem św. Wojciecha – podarowana Janowi Pawłowi II przez Gniezno, a pod ołtarzem już pusty relikwiarz. Polacy rzadko tu zaglądają, a szkoda.

 

 

Ikona z wizerunkiem św. Wojciecha – dar Gniezna

 

 

Jerzy nie miał tak bogatego życiorysu. Urodził się i zginął w Kapadocji (dzisiejsza Turcja). Był żołnierzem w służbie cesarskiej tak jak jego ojciec i musiał mordować chrześcijan, choć wcale tego nie popierał. Kiedy ośmielił się publicznie skrytykować cesarza Dioklecjana, zapłacił za to głową. Został ścięty mieczem 23 kwietnia około 303 – 305 roku. Dokładny rok nie jest znany. Jest pochowany w miejscowości Lod koło Tel Awiwu (starożytna Lydda –  jego mama była Żydówką), ale głowa pozostała w Kapadocji, bo właśnie stamtąd sprowadził ją w VIII wieku do Rzymu papież Zachariasz, Grek z pochodzenia (pontyfikat w latach 741-752). Spoczęła w kościele San Giorgio in Velabro, obok Łuku Janusa i Piazza della Bocca della Verità. Velabrum to bagno, od Forum Romanum aż po Tyber rozciągała się Dolina Bagna – la Valle del Velabro, na miejscu tego kościoła według tradycji legendarna wilczyca znalazła kosz z bliźniętami Romulusem i Remusem). Cenną relikwię okryto złotym welonem – velarum – niektórzy w ten sposób interpretują wezwanie kościoła. Znajduje się ona w ołtarzu głównym wraz z mieczem świętego i fragmentem jego ubrania.

 

 

W apsydzie  fresk autorstwa Pietro Cavalliniego (1295) przedstawiający Chrystusa błogosławiącego światu: po lewej stronie patrząc na fresk Matka Boska i św. Jerzy na białym koniu, po prawej i św. Piotr i św. Sebastian. 

 

Święty Jerzy jest patronem Anglii, jest również czczony w Kościołach Wschodnich. Polski kościół obchodzi jego święto dzień później, 24 kwietnia, ustępując pierwszeństwa św. Wojciechowi.

 

Miejsce spokojne, może nawet za bardzo, dlatego Cosa Nostra wybrała je sobie na miejsce zamachu. 28 lipca 1993 roku, tuż po północy wybuchła bomba, 100 kilogramów ładunku umieszczonego w samochodzie w pobliżu świątyni zniszczyło portyk kościoła,  XII-wieczna dzwonnica na szczęście ocalała.

 

A Wojciechom, Wojtkom i Wojtusiom oraz Jerzym, Jurkom i Jurusiom składamy najlepsze życzenia imieninowe.

Jak obchodzi się rzymski Nowy Rok

Janus (Giano), bóg początku i końca, patron bram i przejść ulicznych. To on wprowadzał starożytnych rzymian w Nowy Rok i patronował magicznemu przejściu ze starego w nowe. Bóg o dwóch twarzach: starca i młodzieńca. Twarz z tyłu, starcza, spoglądała na rok właśnie skończony, twarz z przodu, ta młodzieńcza na rok, który miał dopiero nadejść.  I to właśnie jemu Juliusz Cezar oficjalnie dedykował pierwszy dzień i miesiąc roku, choć kult Janusa szerzył się już od czasów drugiego króla rzymskiego, następcy legendarnego Romulusa, Numy Pompiliusza (VIII-VII w. p.n.e.), a ślady kultu Janusa zachowały się w brzmieniu nazwy tego miesiąca w różnych językach (łacina – Ianuarius, angielski: January, francuski: janvier czy włoski: gennaio). 

Janus – Vatican Museums – foto Wikipedia

No właśnie, gdyby nie Juliusz Cezar i jego reforma kalendarza w 46 r. p.n.e., nie byłoby obchodów Nowego Roku 1 stycznia. Wcześniej bowiem rzymianie świętowali go 1 marca,  w dniu wyboru dwóch konsulów, którzy w uroczystej procesji podążali do świątyni Jowisza na Kapitolu, aby tam złożyć mu ofiarę z białych byków.

Juliusz Cezar przed swoim forum

Wielki Juliusz podzielił rok na 365.25 dni, wprowadził też rok przestępny co 4 lata i zmienił długość dni 12 miesięcy (praktycznie pozostała ona niezmieniona do dziś). Kalendarz obowiązywał od 45 r. p.n.e. Co prawda sam Juliusz Cezar nie nacieszył się zbyt długo “swoim dzieckiem”, bo dwa lata później go zasztyletowano, ale kalendarz juliański przetrwał oficjalnie aż do 1582 roku, kiedy to papież Grzegorz XIII zastąpił go gregoriańskim. Tak naprawdę różnica była subtelna i dotyczyła innego naliczania lat przestępnych. W czasach Juliusza Cezara za rok przestępny uważano ten, który dzielił się i przez 4, i przez 100. Dwaj astrolodzy zatrudnieni przez papieża Grzegorza XIII: Luigi Lilio i Christopher Clavius po pierwsze ucięli 10 dni, o które wydłużył się rok od czasów juliańskich, a więc po 4 X 1582, nastąpił od razu 15 październik, a rokiem przestępnym mógł być tylko ten podzielny przez cztery. W ten sposób zsynchronizowali rok kalendarzowy z porami roku, co ułatwiło Kościołowi również planowanie ruchomych dotąd świąt religijnych. Kalendarz juliański spóźniał się o jeden dzień raz na 128 lat, kalendarz gregoriański zniwelował te różnicę i tym razem spóźnia się on o jeden dzień, ale raz na 3323 lata. 

Grzegorz XIII – Bazylika Ara Coeli

Kalendarz gregoriański od razu przyjęły kraje katolickie takie jak: Hiszpania, Portugalia, Polska i księstwa włoskie. Ostatnim krajem na świecie, który przyjął tenże kalendarz była Turcja w 1927 roku, wcześniej posługująca się kalendarzem muzułmańskim. Jednak kalendarz juliański nadal jest podstawą roku liturgicznego w Kościele Prawosławnym.

Starożytni rzymianie zapraszali znajomych pierwszego dnia roku na obiad, wymieniano prezenty, czyli białe dzbany wypełnione miodem, daktylami, figami i przyozdobione gałązkami wawrzynu (zwanymi także strenne: od bogini Sabinów Strenii, zerwane w świętym lesie jej poświęconym), więc miały one zapewnić szczęście i powodzenie w nadchodzącym roku.

Współcześni rzymianie tak jak większość Włochów żegnają odchodzący rok przy stole. Kolacje sylwestrowe z rodziną, przyjaciółmi, w domu lub w restauracji to najpopularniejszy sposób spędzania nocy sylwestrowej  (choć nie brakuje imprez pod gołym niebem: koncert w Circo Massimo czy pokaz sztucznych ogni nad Koloseum). Obowiązkowo z soczewicą (w połączeniu z tłustym wieprzowym cotechio czy zampone), co ma zapewnić powodzenie finansowe, w czerwonej bieliźnie (aby mieć powodzenie w miłości) i z kieliszkiem prosecco lub wina musującego. Bardziej zabobonni dawniej wyrzucali z domu przez okna wszystkie stare rzeczy, aby symbolicznie zamknąć rok i usunąć cale nagromadzone w nim zło, na szczęście ten zwyczaj odszedł już w niepamięć, bo pociągnął za sobą wiele zniszczonych aut, a i niejednemu przechodniowi spadło czasem na głowę co nieco.

A po nocnych balach i biesiadach czas na kąpiel, ale nie tę pod cieplutkim prysznicem. Mister Ok jest znany każdemu rzymianinowi. To Maurizio Palmulli, ratownik z nadmorskiego Castel Fusano, który co roku pierwszego stycznia, punktualnie w południe, kiedy strzela działo na Wzgórzu Janiculum, a papież udziela błogosławieństwa Urbi et Orbi w pobliskim Watykanie, skacze z 18 metrów z Mostu Cavour prosto do wód Tybru. Pomimo tegorocznego mrozu już po raz 27 powitał Nowy Rok swoim słynnym lotem anioła.


 

Życzymy Wszystkim udanego roku. Niech doda Wam skrzydeł!

Buon Anno!